Aktualnie jesteś: Strona główna > Aktualności > Warto dbać o długowieczność krów - to się opłaca. Gospodarstwo Rolne Ewy i Wojciecha Jończyk

WARTO DBAĆ O DŁUGOWIECZNOŚĆ KRÓW - TO SIĘ OPŁACA. GOSPODARSTWO ROLNE EWY I WOJCIECHA JOŃCZYK

W urokliwiej miejscowości o nazwie Garzewko, nieopodal Olsztyna, mieszkają Państwo Ewa i Wojciech Jończyk. Gospodarstwo prowadzą rodzinnie, wspólnie z dziećmi, zajmując się hodowlą bydła mlecznego, produkcją mleka oraz sprzedażą materiału hodowlanego. Rodzinne Gospodarstwo Rolne Ewy i Wojciecha Jończyk osiąga wysokie wyniki w hodowli i produkcji, co zawdzięczają m.in. odpowiedniej dbałości o dobrostan krów, zapewniając im swobody 5 wolności, czyli:
 
1. Wolności zwierząt od głodu i pragnienia poprzez zapewnienie im dostępu do świeżej wody i paszy;
2. Wolności zwierząt od dyskomfortu poprzez udostępnienie im schronienia i wygodnego miejsca do odpoczynku;
3. Wolności zwierząt od bólu, urazów i chorób przez odpowiednią profilaktykę i leczenie;
4. Zagwarantowaniu zwierzętom wystarczającej ilości przestrzeni;
5. Wolności zwierząt od strachu i stresu;

 

„Jeżeli krowa jest zdrowa żyje dłużej i osiąga więcej laktacji, więc jest dochodowa. Dla nas to czysty zysk. Jeśli natomiast pojawiają się częste problemy, np. z racicami, wymieniem, występują choroby, sytuacja jest gorsza. Takie krowy nie dają zysków, generują jedynie koszty, dlatego lepiej zadbać o dobrostan krów. To się przekłada i na nasze korzyści.” – mówi Arkadiusz Jończyk, syn Państwa Ewy i Wojciecha.

 

„Dbamy o długowieczność krów, na którą składa się wiele czynników. Jednymi z nich są systematyczność, dobra pasza, dbałość o racice, wymiona. Jednak jest ich znacznie więcej.” – dodaje. - „Niedawno straciliśmy naszą stutysięcznicę Sophie, ale mamy jednak już kolejne kandydatki.”

 

Wywiad z Panem Wojciechem Jończykiem

[Karolina Pietrzko]: Od kiedy prowadzi Pan gospodarstwo?

[Wojciech Jończyk]: Gospodarstwo prowadzimy odkąd jesteśmy z Ewą małżeństwem, czyli od października 1984 r.

 

[K.P.]: Skąd taki pomysł na życie?

[W.J.]: Coś w życiu trzeba robić [śmieje się Pan Wojciech]. Z początku było bardzo ciężko. Pierwszy transport krów – 34 sztuk jałowic rasy holsztyńsko-fryzyjskiej - przyjechał do nas z Holandii w końcu lutego 1997 r. Dzisiaj bym się nie odważył na to. W tamtych latach było to zadłużenie gospodarstwa na kilkukrotną jego wartość. Dużo pomogła nam mleczarnia lidzbarska, a raczej jej właściciele – Holendrzy. Zaczerpnęliśmy od nich bardzo dużo wiedzy praktycznej. I daliśmy radę. Wtedy gospodarstwo miało 26 ha. Wszystko co osiągnęliśmy zawdzięczamy dobrym ludziom, jakich spotkaliśmy na swojej drodze, m.in. wspomnianym już Holendrom (np. Edi Boss-owi), którzy mocno nas wspierali swoją wiedzą oraz również nam pomagającym doradcom De Heus.  

 

[K.P.]: A jakim areałem dziś Państwo dysponują?

[W.J]: 140 ha. Wszystko jest naszą własnością.

 


[K.P.]: Dużo się zmieniło, nie tylko pod względem wielkości. Jak wyglądał dalszy rozwój gospodarstwa?

[W.J.]: Naszą kolejną inwestycją była budowa obory wolnostanowiskowej z halą udojową w 1999 r. W 2005 r. wybudowaliśmy następną oborę. Mieliśmy problem ze znalezieniem projektanta, który wiedziałby jak zaprojektować oborę w taki sposób, by zwierzętom było wygodnie. Ponadto przez cały czas starałem się rozwijać bazę pomieszczeń, budynków, by zapewnić komfort zwierzętom. Jednocześnie dbałem o dorobek maszynowy, aby uzyskać najlepsze zabezpieczenie paszowe, ponieważ jeśli pasza jest zdrowa, dobra to lepsza, bardziej efektywna jest produkcja. W efekcie zwierzęta są zdrowe i tańsze w utrzymaniu.

 

[K.P.]: Jakie inwestycje Pan planuje, a co udało się zrealizować w roku ubiegłym?

[W.J.]: Prowadzenie Gospodarstwa to jedna wielka i nieustająca inwestycja. W ubiegłym roku wymieniliśmy dach jednej z obór oraz ruszta. Kupiliśmy dla Arka i Ewy 8 ha ziemi oraz przekazaliśmy im z własnych zasobów 12 ha. Inwestujemy również w genetykę i odchów młodzieży – trzeba podkreślić, że to inwestycja nie koszt. Planujemy wybudowanie kolejnego silosu.

 

 

[K.P.]: Korzysta Pan z doradztwa De Heus. Czy to duża wartość dla Państwa?

[W.J.]: Jest pewien odcinek, w którym mam wiedzę, ale nie jestem w stanie wszystkiego pamiętać (produktów, stosowanych ilości, odpowiedniego bilansowania). Korzystam, więc z wiedzy doradcy. W wielu kwestiach i w uzupełnianiu wiedzy pomaga nam Marcin [Marcin Ziemba – specjalista ds. bydła – przyp. red.]. Współpraca jest stabilna, więc efektywna, dobrze wpływa na zwierzęta, które też potrzebują stabilności. Z firmą De Heus jesteśmy od początku jej istnienia.

 

[Marcin Ziemba]: Zakres współpracy to nie tylko doradztwo żywieniowe (czyli to, że zastanawiamy się np., ile sianokiszonki dać, ile kukurydzy powinno znaleźć się w dawce). Doradztwo zaczyna się od etapu nawożenia, czyli od programu Optigrass. Wspólnie z hodowcą zastanawiamy się, na który użytek dać nawożenie, jakie, w jakiej dawce, ustalamy terminy koszenia, robienia pryzmy. Analizujemy świeży materiał na polu. A kiedy materiał już tworzy pryzmy, nie zastanawiamy się którą otwieramy, tylko pobieramy analizy ze wszystkich, wybieramy odpowiednie.

 

[W.J.]: To prawda. Dobrych wyników nie da się otrzymać i utrzymać tylko dawkami.

 

[Ewa Jończyk]: Łatwiej się nam pracuje, kiedy ktoś świeżym spojrzeniem patrzy na nasze gospodarstwo, jeśli doradcy się coś nie podoba, zastanawiamy się czemu.

 

 


[K.P.]: Dlaczego korzysta pan z produktów De Heus?

[W.J.]: Ponieważ jest to stabilna pasza, mamy do niej zaufanie. Stosujemy ją od wielu lat. Fajne jest to, że pasze De Heus mają dużą powtarzalność.

 

[K.P.]: W ostatnim czasie spadły ceny mleka, niedługo zniesione zostanie kwotowanie. Wpłynęło to na funkcjonowanie gospodarstwa?

 

[W.J.]: Na pewno. Pierwszym i największym obciążeniem było wprowadzenie kwotowania. To już było dla nas ograniczenie – hamulec i koszt. A teraz…  ceny mleka spadły, ale ceny przetworów wzrosły. Producenci mleka najbardziej obawiają się, że cena mleka w zakładach skupowych będzie zachowana do tej wielkości, którą każdy z nas posiadał jako kwotę, a nadwyżka będzie kupowana  za 80, 70%, a może 50%  podstawowej ceny. Dzisiaj wiele osób tak to przedstawia, ale tak naprawdę jest to nieprzewidywalny czas. Takie wróżenie z fusów. Rynek jest bardzo globalny, spekulacyjny. Jest podobnie jak z cenami zbóż.  Ten rok u nas w kraju był w miarę dobry. Jednak południowa i zachodnia Europa walczyła z powodziami, z dużymi opadami. Ich zboża były gorszej jakości, ale przełożenia na cenę nie ma.

 


[K.P.]: Co by Pan polecił innym hodowcom w zakresie dbania o 5 wolności krów?

 

[W.J.]: To są bardzo ważne zasady. Tak jak my, jako ludzie, mamy wygodne krzesło by usiąść i mieć komfort,  łóżko, by się wyspać, to tak samo zwierzęta powinny mieć zdrowy klimat. Jeśli będzie zdrowy to nie będzie antagonizował z organizmem, a organizm nie będzie tworzył wojny z otoczeniem. Będzie chętny do współpracy, będzie wypoczęty, będzie dobrze pobierał pasze, jeśli będzie dobra. Jeśli zapewniamy te wolności zwierzętom to już mamy zagwarantowany w połowie sukces. I tak np. nie potrzebujemy opieki weterynaryjnej, czyli mamy zyski i wzrasta produkcyjność.

 

[K.P.]: Czy warto dbać o długowieczność?

[W.J.]: Oczywiście. I właśnie te 5 swobód to jedyna metoda by osiągnąć tę długowieczność. Krowy nie da się podłączyć pod respirator, by podtrzymać jej życie. Jeśli ma dobre warunki bytowania, dobrą paszę to będzie długo żyła.

 

 

[K.P.]: Długowieczność przekłada się na dochody?

[W.J.]: Oczywiście, jeśli teraz policzymy czas użytkowania krowy przez 2 laktacje (ok. 4 lata) to łatwo można stwierdzić, że połowa jej życia to koszty poniesione na jej wychowanie. Ilość litrów, którą taka krowa wyprodukowała nie jest tak duża, by pokryć nakłady poniesione na jej wychowanie. A im więcej laktacji tym, koszty uzyskania produkcji będą stałe. Jeśli zwiększymy liczbę dni produkcyjnych, to bytowych będzie mniej.

Ten rok nie jest zbyt rewelacyjny, ponieważ prowadzimy remont stada na przymus. Zmuszają nas do tego ewentualne kary za przekroczenie limitu, które są wysokie. Dlatego też pozbywamy się krów, które mogły jeszcze funkcjonować.

 

[K.P.]: Ile liczy Państwa stado?

[W.J.]: Stado liczy 175 krów, w tym podstawowe to 65 sztuk. Cala hodowla odbywa się w cyklu zamkniętym, bez posiłkowania się zewnętrznego, za wyjątkiem 3 sztuk, zakupionych w ośrodku endotransferu (2 buhajki już się pozytywnie wyceniły). Większość męskiego materiału hodowanego też jest odsprzedawana do innych gospodarstw jako rozpłodniki ze względów ekonomicznych. Podnosimy wartość genetyczną, hodowlaną. Zamiast powiększać stado, wolimy sprzedać. Nakład pracy nie jest wyższy, a efektywność sprzedaży znacznie wzrasta. Sprzedając buhajka w wieku 10-11 miesięcy uzyskujemy dwukrotną wartość ekonomiczną – zarabiamy więcej niż za opasa w wieku 22-23 miesięcy (oszczędzając także na dodatkowej robociźnie i paszy).

 

 


[K.P.]: Jaka jest średnia liczba laktacji krów w Państwa gospodarstwie?

[W.J.]: Średnio krowy użytkowane są 4 laktacje. Ich średnia produkcja wynosi ponad 40000 kg mleka, czyli jest znacznie wyższa niż średnia krajowa. Gdyby liczba ta była jeszcze większa, też byśmy się nie bronili. Wtedy można byłoby sprzedać większą ilość materiału żeńskiego – zacielonych jałowic, ekonomika by na tym zyskała.

 

[K.P.]: Bardzo dziękuję za rozmowę oraz za poświęcony czas, mimo wielu obowiązków.

 

[W.J.]: Dziękuję. 

 


Nazwa użytkownika